środa, 09 wrzesień 2015 13:44

Mieszkańcy sami kreują przestrzeń

Written by Sławomir Bukowski
Rate this item
(0 votes)
Tak wyglądają kosze uliczne w centrum Rzeszowa. Tak wyglądają kosze uliczne w centrum Rzeszowa. fot. Sławomir Bukowski

Wspólnoty mieszkaniowe mogą zainicjować wiele ciekawych akcji podnoszących jakość życia. Kolorowe kosze na śmieci przed budynkami, niebanalne elementy małej architektury, murale na elewacjach – za niewielkie pieniądze albo wręcz za darmo. Wystarczy nawiązać kontakt z lokalnymi grupami artystów, studentami architektury czy fundacjami, specjalizującymi się w sztuce ulicznej.

Jesteśmy świadkami budzenia się pokolenia, które chce, mieć wpływ na swoje otoczenie, chce, żeby miasto było najlepszym z możliwych. Wyzwala się energia społeczna. Ludzie nie zgadzają się, aby urzędnicy sami decydowali o tym, jak mają wyglądać podwórka czy ulice, bo władze planują miasto w sposób pozwalający przede wszystkim łatwo nim administrować. My, mieszkańcy, chcemy mądrze mieszkać.

Ruchy miejskie

Ta niezgoda na monopol odgórnego decydowania stała się źródłem ruchów miejskich – mówiła Bogna Świątkowska, szefowa warszawskiej fundacji Bęc Zmiana, w Rzeszowie. To miasto co roku organizuje Festiwal Przestrzeni Miejskiej – jedyną tego typu imprezę w Polsce. Wydarzenie skupia się na zagadnieniach związanych z architekturą, urbanistyką, rewitalizacją, socjologią współczesnego miasta oraz na kierunkach jego rozwoju. Jednym z gości była w tym roku Świątkowska – dziennikarka, reżyserka, animatorka kultury. Kierowana przez nią fundacja Bęc Zmiana jest jedną z ciekawszych organizacji w Polsce zajmujących się udostępnianiem szeroko pojmowanej kultury. Współpracuje z władzami Warszawy, ale służy też radą wspólnotom mieszkaniowym, które chciałyby ożywić przestrzeń wokół swoich budynków.

Na trawniku na warszawskim Żoliborzu od kilku tygodni można zobaczyć najnowsze dzieło fundacji – 17-metrowego węgorza, autorstwa Maurycego Gomulickiego. Rzeźba na brzegu Wisły, jak tłumaczy fundacja, jest elementem przywracania rzeki miastu. Wykonana została z betonu, bo to materiał uchodzący za zimny i nieprzyjazny, mimo że tworząc przestrzeń, otacza nas ze wszystkich stron. Rzeźbę wykonała firma produkująca beton, z którego wykonywane są nowe bulwary wiślane. A zastosowany materiał ma tę właściwość, że absorbuje światło i nocą pięknie świeci, stając się atrakcją turystyczną. W parku Kępa Potocka w Warszawie zobaczyć można inne dzieło fundacji Bęc Zmiana – ustawiony na trawniku neon przedstawiający szklankę oranżady z różowymi bąbelkami. Autorem pracy również jest Maurycy Gomulicki, który o sobie mówi, że jest piewcą urody życia, przygód miejskich i estetycznych rozkoszy. Pomysł na szklankę wziął się z przekonania, że w naszej kulturzeto raczej cierpienie i tragedia wiodą prymat nad przyjemnością, szczęściem.

Zaspokajanie własnych potrzeb estetycznych jest traktowane niepoważnie i jako coś powierzchownego i nieprzyzwoitego. Wolimy zajmować się ludzkim dramatem. A Gomulicki przeciwstawia się takiemu światopoglądowi. Namawia do poświęcania większej uwagi urodzie życia w różnych jej przejawach. Szklanka jest nazywana „Warszawskim pomnikiem radości”. Migoczące bąbelki symbolizują zabawę, przyjemność. Pulsują pozytywną energią, wprowadzają dynamikę do krajobrazu Kępy Potockiej. Różowy kolor to radość, a bąbelki – jej ulotność.

Ulice ożywają

Z dyskusji poświęconych kreowaniu przestrzeni miejskiej, które odbyły się w Rzeszowie, płynie ciekawa konkluzja: urzędnicy nie zawsze nadążają za przemianami, nie są w stanie natychmiast reagować na nowe potrzeby, jakie pojawiają się u mieszkańców. Dlatego ludzie muszą brać sprawy w swoje ręce. Wspólnoty mieszkaniowe mogą dziś bez większego trudu nawiązać kontakt z lokalnymi grupami artystów, studentów architektury czy akademii sztuk pięknych. Wystarczy, że młodzi ludzie dostaną elewację budynku i puszki farby, a stworzą niebanalny mural. Pomalować można nawet altanę śmietnikową – przyjemniej mieć piękny obraz niż szpetny beton. Studenci zaprojektują niebanalną ławkę, która stanie przed budynkiem, stworzą koncepcję barierek chroniących przydomowe ogródki, wymyślą kwietnik przed budynkiem. Dla nich celem będzie możliwość realizacji swojej wizji artystycznej, ich sztuka zaistnieje w przestrzeni publicznej i będzie komuś służyć.

Oczywiście realizacja takich akcji musi odbywać się w porozumieniu z urzędem miasta, wymaga bowiem zgody miejskich architektów. Urzędnicy bez większego problemu wydają jednak wszelkie zgody i zatwierdzają projekty. Ciekawym przykładem współpracy mieszkańców i artystów są murale, które powstają właśnie w Bielsku- Białej. Do połowy maja artyści mogli nadsyłać swoje propozycje do konkursu na obraz na ścianie 10-piętrowego bloku. Projekty i wizualizacje miały być inspirowane górami – Tatrami i Karpatami oraz Morskim Okiem. Najciekawszą propozycją okazał się projekt Ilony Krieser, która zaproponowała iluzjonistyczny, a zarazem minimalistyczny mural z kozicą stojącą nad oblodzonym urwiskiem skalnym. Jak pisze o jego idei artystka: „Projekt powstał w nawiązaniu do szczytu Mnich, który znajduje się nad Morskim Okiem. Śnieg w kotle Mnicha zalega przez cały rok, dlatego projekt jest nieco monochromatyczny. W moim odczuciu oddaje to surowość tatrzańskiej skały w powiązaniu z wielkomiejską bryłą bloku mieszkalnego. Realizm przedstawionej kozicy ociepla zimowy klimat muralu”. Ilona Krieser jest artystką mieszkającą w Bielsku-Białej, absolwentką edukacji artystycznej w zakresie sztuk plastycznych w Instytucie Sztuki w Cieszynie, mającą doświadczenie w pracach artystycznych na wysokościach. Jest również wielką pasjonatką gór – często w wolnych chwilach wybiera się na górskie wyprawy, zdobywając kolejne szczyty w polskich górach. Krieser jeszcze przed wakacjami rozpoczęła prace nad realizacją muralu. Jego wykonanie zostanie częściowo sfinansowane przez Karpacką Spółdzielnię Mieszkaniową. A w Rzeszowie wydawałoby się drobna, ale jakże pomysłowa inicjatywa odmieniła ulice w centrum miasta. Betonowe uliczne kosze na śmieci zostały oklejone folią z barwnymi motywami kwiatowymi. To inicjatywa miejskich urzędników, którzy coś podobnego wypatrzyli na wycieczce w Dubaju. Koszt oklejenia jednego kosza wyniósł 100 złotych. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby podobne kosze stanęły przed budynkami zarządzanymi przez wspólnoty mieszkaniowe. – Takie piękne inicjatywy powodują, że miasto staje się przyjazne i dobrze się w nim mieszka – kwituje Bogna Świątkowska z fundacji Bęc Zmiana.

Autor: Sławomir Bukowski

Tekst w numerze 7-8/2015 Wspólnoty Mieszkaniowej.

Liczba wyświetleń artykułu : 2416 times Last modified on czwartek, 10 wrzesień 2015 13:15

Zapisz sie do newslettera